Autobiografia Nickiego Pedersena w końcu w polskim wydaniu!

  • News
  • PGEE
27.08. 10:48
Autobiografia Nickiego Pedersena w końcu w polskim wydaniu!

Fot. Paweł Mruk

Na tę wieść fani żużla z całej Polski czekali długie miesiące – startuje przedsprzedaż autobiografii Nickiego Pedersena „Życie na pełnym gazie”. Książka ukaże się w naszym kraju już 10 września nakładem Wydawnictwa SQN.

To niezwykle szczera i bezpośrednia opowieść Duńczyka o jego życiu i karierze. Wspomnienia żużlowca, który jeździł dla wielu klubów znad Wisły, aż roją się od polskich wątków.

Zamów książkę „Nicki Pedersen. Życie na pełnym gazie” na LaBotiga.pl: https://bit.ly/ekstraliga-pedersen

  • wysyłka od 5 września – czytasz jako pierwszy
  • atrakcyjne pakiety z kubkiem „Mieszać tylko w lewo” i innymi żużlowymi książkami
  • z kodem LATO4ZA3 przy zakupie czterech produktów Wydawnictwa SQN najtańszy otrzymasz gratis (promocja trwa do 7 września i po zapisie do newslettera)!

Fragment książki:

Taśma unosi się po raz drugi, a ja partaczę start i jestem za resztą, ale na drugim łuku zajmuję już trzecią pozycję. Stresuję się, bo czuję, że motocykl strasznie wibruje i muszę walczyć z całych sił, żeby nie wypaść z toru. Podczas drugiego okrążenia Pawlicki wyprzedza mnie na pierwszym łuku, ale kompletnie traci kontrolę nad maszyną i mnie szturcha. Mój motocykl się prostuje i z prędkością 120 albo 130 kilometrów na godzinę pędzę prosto na bandę. Co za gówno, myślę, po czym unoszę się w powietrzu i wpadam w płot. Podczas upadku zdążam jeszcze, bo tak trzeba, odepchnąć motocykl od siebie, ale ten uderza w dmuchaną bandę, która odbija ważącą 80 kilogramów maszynę prosto na mnie. Publiczność wydaje okrzyk przerażenia, ale pod kaskiem ledwo mogę cokolwiek usłyszeć.

Chwilę później leżę już na brzuchu i staram się odwrócić. Jestem przyzwyczajony do bólu, ale tym razem mam do czynienia z czymś poważniejszym. O rany, co za ból w okolicach biodra i miednicy! Zdarza się, że przy uderzeniu w klatkę piersiową nie można złapać oddechu. Ale teraz oddycham normalnie. Znowu próbuję się odwrócić, ale nie jestem w stanie nawet się poruszyć. Nie poddaję się i siłą woli chcę uczynić to, co niemożliwe, jednak moje ciało w ogóle nie reaguje. Widzę, jak pochylają się nade mną mechanicy, lekarz i sanitariusze. Jest też Thomas, mój kumpel z dzieciństwa i jednocześnie szef mechaników, który dzisiaj pomaga mojemu duńskiemu koledze z drużyny, Frederikowi Jakobsenowi.

W oczach Thomasa zauważam zaniepokojenie. Domyślam się, że jest źle. Nie wiem jednak z czym. Ktoś mówi, że jest dziura. Aha, więc jestem czymś zraniony. Mam nadzieję, że chodzi o tępy przedmiot. Niestety nie mam takiego szczęścia. W biodrze tkwi ośmiocentymetrowa śruba mocująca łańcuch z mojego motocykla, która wciąż przyczepiona jest do maszyny. Gdy usiłują odciągnąć ode mnie pojazd, ciągną także mnie.

– Czekajcie, czekajcie! – krzyczę.

Kiedy w końcu oddzielają moje ciało od motocykla, z rany wydobywa się nieprzyjemny, pluskający dźwięk. Odnosiłem już poważne kontuzje kręgów szyjnych i kręgosłupa, dlatego okropnie niepokoję się tym, że nie mogę się ruszać. „Fuck, fuck, fuck”. Mam nadzieję, że to tylko porażenie nerwów i że właśnie dlatego nie mogę zmienić pozycji. Odczuwam jednak przerażający ból. Chyba najsilniejszy w życiu. Naprawdę żywię nadzieję, że to jedynie uszkodzenie nerwów. Thomas stoi obok mnie i stara się pomóc na tyle, na ile jest w stanie. W ogóle gromadzi się wokół mnie mnóstwo ludzi. Lekarz jest wyraźnie przejęty i zbliża się ze strzykawką, mającą uśmierzyć ból.

– Pain, pain – mówi, wskazując na igłę.

– No shot! – wrzeszczę do niego. – No fucking shot!

Nie chcę, do diabła, żadnego zastrzyku, bo muszę czuć, co się dzieje z ciałem. Jeżeli to coś poważnego, chcę pozostać w pełnym kontakcie. Teraz nie mam zielonego pojęcia, co się dzieje. Thomas mnie zna i wie, jak zazwyczaj reaguję. A jednak on też przeżywa szok.

– Jesteś nienormalny – beszta mnie. – Czujesz najsilniejszy ból w życiu i odmawiasz zastrzyku?

Taki już jednak jestem, nie mogę zareagować inaczej w tej sytuacji. To zwyczajny instynkt samozachowawczy, nie chcę być niczym szpikowany, zanim się nie dowiem, co mi dolega. Dużo już przeszedłem i upadki to w zasadzie rutyna, ale tym razem naprawdę się martwię. W tej chwili nie czuję jednak strachu, chociaż nie mogę się poruszać.

O książce:

„Za wszystkie rzeczy zapłaciłem swoim ciałem. Jak dziwka”.

Jest jednym z największych zawodników w historii speedwaya. Siedem tytułów mistrza świata, niezapomniane zwycięstwa, szarże, które przeszły do legendy, i momenty, które na zawsze zapadły w pamięć kibiców. Ale tej strony życia Nickiego Pedersena fani żużla nie mieli jeszcze okazji poznać.

Do teraz.

Uzależnienie od hazardu, przez które stracił ponad półtora miliona złotych. Nieokiełznane żądze, które spowodowały, że zdradzał swoją partnerkę ze striptizerką z Polski. Postawienie rezydencji na wyspie za blisko 15 milionów złotych, wynajem mieszkania w Monako za 12 tysięcy euro miesięcznie, luksusowe życie w Dubaju i inne szaleństwa.

Brutalnie szczera, obdarta z tematów tabu – ta książka to bliskie spotkanie z człowiekiem, który szczerze i samokrytycznie opowiada o swoim życiu na pełnym gazie. Od ostrej rywalizacji między braćmi na stacji benzynowej w Brenderup aż po największe sukcesy, które kosztowały go oparzenia trzeciego stopnia i ponad 30 złamań kości.

Pedersen pisze tak, jak żyje: bez hamulców. Właśnie dlatego tę autobiografię czyta się jednym tchem.

Książkę polecają:

„Enfant terrible” światowego żużla. Jeden z nielicznych żużlowców, z którym nigdy nie pracowałem, choć rywalizowali z nim moi zawodnicy. Ze względu na charakter i nieustępliwość zawsze był bardzo trudnym przeciwnikiem. Warto poznać jego przeżycia, zarówno te sportowe, jak i pozasportowe. Polecam!

Marek Cieślak

Nickiego Pedersena można kochać albo nienawidzić, tutaj nie ma środka, nie można przejść obok niego obojętnie. Niezależnie od tego, czy go lubisz, czy nie, warto go znać. A nic tak nie odkrywa tajemnic duńskiego mistrza jak ta książka!

Michał Korościel, Eurosport, Radio ZET, Eleven Sports

Barwna historia o podbojach sportowych i miłosnych. Nicki udowadnia, że łobuzem – czy wręcz łajdakiem – bywa nie tylko na torze, ale też na co dzień. Bo i w sporcie, i w życiu najważniejszy jest on sam, a przyjaźń to dla niego zjawisko przereklamowane. Jak pisze: jeśli przy stole siedzi pięciu facetów, ale jeden na chwilę odchodzi, to pozostałych czterech z miejsca zaczyna go obgadywać. No ale tak już jest z łobuzami na torze – połowa kibiców ich nienawidzi, druga połowa kocha.

Wojciech Koerber, dziennikarz sportowy, współautor książek Pół wieku na czarno i Marek Cieślak. Rozliczenie

newsletter

Polityce prywatności.
© Ekstraliga Żużlowa sp z o.o.
  • FIM
  • PZM
Nasze media społecznościowe
Pobierz oficjalną aplikację
Język
PL