Drużyna BAYERSYSTEM GKM-u Grudziądz ma za sobą zgrupowanie w Hiszpanii. Zawodnicy wraz ze sztabem szkoleniowym udali się do słonecznego Benidorm, gdzie mieli okazję do szlifowania formy oraz integracji.
Łukasz Rusiecki (ekstraliga.pl): Zakończyliście zgrupowanie i ponownie jak przed rokiem zaplanowaliście treningi w słonecznych rejonach Hiszpanii. Jak nastroje uczestników po wspólnej integracji?
Robert Kościecha (trener BAYERSYSTEM GKM-u Grudziądz): W sobotę był koniec obozu i muszę powiedzieć, że trafiliśmy chyba na najlepszą pogodą z dotychczasowych wyjazdów mimo, że jest dość wietrznie. Aura była doskonała do jazdy na rowerach i integracji czy ćwiczeń na plaży. Na obóz przyjechał cały zespół i atmosfera była świetna z czego bardzo się cieszymy.
Treningi rowerowe stają się w środowisku żużlowym normą, ale graliście także w padla. Czy oprócz wspomnianych form aktywności było miejsce na inne treningi?
Zawodnicy bardzo lubią jazdę na rowerach i uważam, że nie ma, co za dużo wymyślać, bo przyjeżdżając do Hiszpanii, po to by podczas pięciu dni skupić się na ćwiczeniach budujących kondycję, to dla mnie nie ma większego sensu. Każdy z zawodników ma swój indywidualny cykl i w tym obozie chodzi bardziej o spotkania w hotelu, jazdę na rowerze, wypicie wspólnej kawy. Mieliśmy także dwugodzinne zajęcia na padlu, gdzie mogliśmy z chłopakami trochę pograć i się pośmiać. Obóz jest przede wszystkim po to, by się zintegrować, a nie budować kondycję i te pięć dni, w których chciałbym ich wymęczyć nie miałyby według mnie żadnego sensu – ważniejsza jest w tym wypadku integracja.
Z naszej rozmowy przed rokiem wyniknęło, że nie podjął Pan próby udziału w treningach rowerowych. Czy coś w tej kwestii się zmieniło podczas tegorocznych jazd?
Niestety się nie zmieniło. Podobnie, jak przed rokiem nie uczestniczyłem w treningach rowerowych, ale wspólnie z kierownikiem drużyny Rafałem Wojciechowskim graliśmy z zawodnikami w padla. Nie byłem w stanie podołać górkom i kilometrom, które oni pokonują, tak naprawdę to jest już ogromna przepaść. Pewnie podołałbym będąc czynnym zawodnikiem, który jest w rytmie treningowym, ale obecnie to jest totalnie inny poziom.

Do zespołu dołącza Maksym Drabik, który w zeszłym sezonie odbudował się w Rybniku. Jak ten zawodnik wkomponował się w zespół?
Chciałbym nie wywierać zbyt wielkiej presji na tym zawodniku. Maksym naprawdę świetnie się z nami integruje i spędza czas tworząc zgrany zespół. Im mniej o nim mówimy, tym lepiej dla nas i dla niego samego. Myślę, że Maksym Drabik pokaże swoją wartość na torze i jest ważną częścią naszej drużyny.
Pozycję U24 przejmie prawdopodobnie Bastian Pedersen, który pokazywał swój potencjał choćby w SGP2 czy w Krajowej Lidze Żużlowej w barwach gnieźnieńskiego ULTRAPUR STARTU. Czy ten zawodnik jest w pełni gotowy pod kątem logistycznym oraz teamowym do startów w PGE Ekstralidze?
Pod kątem logistycznym, teamowym czy tym bardziej sprzętowym jestem spokojny i nie mam związku z tym tematami obaw. Bastian będzie dobrze przygotowany do startów, ponieważ ma menedżera w osobie swojego taty – Ronniego, który doskonale dba o te aspekty. Po rozmowach z Bastianem nie mam obaw o sprzęt czy logistykę, bo w jego przypadku nie ma żadnych półśrodków zwłaszcza jeśli chodzi o finansowanie wszystkich zakupów sprzętowych. Bastian świetnie aklimatyzuje się w zespole i uważam, że będzie silnym punktem naszego składu.
W odwodzie zostaje Baeu Bailley, którego mogliśmy obserwować choćby podczas Speedway Ekstraliga Camp. Czym Australijczyk wyróżniał się na tle rówieśników, co sprawiło, że otrzymał szansę startów w grudziądzkim klubie?
Beau Bailley to zawodnik, którego obserwowałem od 2-3 lat gdy rywalizował na motocyklach o pojemności 250cc. To naprawdę bardzo dobry zawodnik, który dostanie od nas szansę, by wystąpić w PGE Ekstralidze. Nie wywieramy na nim presji, choć ma szansę zaistnieć w lidze. Mamy z nim kontrakt podpisany na 2 lata, ale myślę, że umowa zostanie przedłużona. Beau jest z nami na campie, uczestniczy we wszystkich zajęciach i poznaje ten świat żużlowy z innej perspektywy, bo będąc w Australii nie miał dostępu do campów czy trenera, który jest cały czas przy nim oraz wspierający na każdym polu klub. Myślę, że czuje się z nami dobrze i z biegiem czasu to doceni.
Jan Przanowski to kolejny żużlowiec, który dostanie w końcu pełną szansę występów w pierwszym składzie. Czy ten zawodnik jest gotowy do rywalizacji z najlepszymi, a może otworzą się wrota do składu dla innego juniora?
Trudno powiedzieć, choć na pewno Janek powinien pokazać swój potencjał, bo ma zbudowany bardzo dobry team przez jednego z głównych sponsorów, zwłaszcza jeśli chodzi o mechaników i cały team. Uważam, że ma bardzo dużą szansę, choć takową szansę mają także uderzający do składu Kevin Iwański-Helt i Damian Miller. Jeśli rywalizacja będzie zdrowa to każdy ma szansę występu w meczu ligowym. Z pewnością nie patrzę na nazwiska, tylko na dyspozycję w danym momencie sezonu, aczkolwiek Jan Przanowski ma dużą szansę, by zawojować w tym roku PGE Ekstraligę.
Czy powoli myślicie o pierwszych jazdach na torze, czy obserwując obecną pogodę za oknem trudno jest póki, co planować wyjazd?
W połowie marca mamy zaplanowane wyjazdy. Jeśli pogoda nie pozwoli nam na jazdy na swoim torze, to wyjedziemy pokręcić kółka na obcy tor. Obserwujemy codzienne zmiany pogodowe i wiemy, że jest to nieprzewidywalne, ale jeśli aura nie będzie łaskawa to mamy zarezerwowane treningi na południu Europy i taki kierunek wyznaczyliśmy sobie na wiosnę.
Łukasz Rusiecki













